środa, 26 lipca 2017

Rozdział I



Letni pora­nek, wła­śnie w taki dzień jak dzi­siaj nie­świa­doma niczego wyru­szy­łam wraz z resztą pod dowódz­twem Erwina Smi­tha na 57 wyprawę poza mur. Na któ­rej to wszy­scy byli i są prze­ko­nani, że nie­chyb­nie stra­ci­łam życie przez kobietę tytan. Są w błę­dzie, JA ŻYJĘ…

– Petra wsta­waj, spóź­nisz się na śnia­da­nie i odprawę. – Prze­wró­ci­łam się na drugi bok, nie chcia­łam się ruszać. Nakry­łam się koł­drą po sam czu­bek głowy, jed­nak nie na długo. –
Ostatni raz powta­rzam… – Pościel została ze mnie zerwana w try­bie natych­mia­sto­wym dokład­nie tak jak ja, zdą­ży­łam się zerwać na równe nogi. Zasa­lu­to­wa­łam, dosta­jąc po twa­rzy lodo­watą wodą wylaną z meta­lo­wego wia­dra.

– A to za co było?! – Otar­łam twarz, spo­glą­da­jąc spode łba na sprawcę całego zaj­ścia.

– Wiesz, że ze mną nie żar­tów, a poza tym chcia­łam zaosz­czę­dzić czasu i pomóc się wyką­pać. – Dziew­czyna stała, wyma­chu­jąc wia­drem. Była ubrana w typowy strój tre­ningowy. Czarne
obci­słe spodnie, jasno­brą­zowa lniana koszula z dłu­gim ręka­wem i brą­zowe dłu­gie buty. – Annie nie śpi już od dwóch godzin tak samo, jak ja, zdą­ży­ły­śmy prze­pro­wa­dzić tre­ning.

– No dobra już dobra daj mi pięt­na­ście minut, a przyjdę i zro­bię ten powa­lony tre­ning. – Jej mina mówiła wszystko, nie
ufała mi pew­nie, wie­działa, że zaraz po jej wyj­ściu położę się spać.

– Dobrze powiedzmy, że Ci wie­rzę. Ja idę na dół a Ty za mak­sy­mal­nie pół godziny, masz być na polu do manew­rów.

– Wyszła, cicho zamy­ka­jąc za sobą drzwi.

Padłam na łóżko, kładąc ramię na czole, wpa­try­wa­łam się pusto w sufit.
Mimo­wol­nie przy­wo­łam widok jego twa­rzy, jego oczu. Ciem­nych kobal­to­wych niczym naj­czar­niej­sze nocne niebo, mogłam się w nie wpa­try­wać godzi­nami. Co ni­gdy nie było mi dane.
Wszystko było inne, odkąd zosta­łam tutaj przy­nie­siona jako „trup”, dowia­dy­wa­łam się nowych rze­czy o ludziach tyta­nach takich jak Annie czy Eren. Wła­śnie cie­kawe co teraz robi?
Powoli, nie­chęt­nie zwle­kłam się z łóżka. Poczła­pa­łam do szafy, wyj­mu­jąc, z niej typowy zestaw tre­ningowy. Na jed­nym z wie­sza­ków wisiała moja kurtka oraz płaszcz, znaj­do­wały się na nim od czasu feral­nego dnia, któ­rego wola­ła­bym nie pamię­tać. Potar­łam zna­czek na ramie­niu, przy­wo­ły­wał tyle wspo­mnień, tyle wspól­nie spę­dzo­nych chwil, tyle zmar­no­wa­nych oka­zji zbli­że­nia się do niego.
Zamknę­łam szafę, nało­ży­łam na sie­bie ubra­nia i szybko zeszłam na dół, nikogo nie było.
Zgar­nę­łam z koszyka sto­ją­cego na stole maślaną bułeczkę, wło­ży­łam ją do ust, przy oka­zji wią­żąc włosy. Wyszłam tyl­nymi drzwiami, kie­ru­jąc się na podwórko ​i przez furtkę w stronę nie­wiel­kiej polany w lesie.
Wycho­dząc z rzadko zale­sio­nego obszaru, zauwa­ży­łam, ruch w krza­kach instynk­tow­nie się­gnę­łam do tyl­nego schowka na noże. Odetch­nę­łam z ulgą, kiedy z zaro­śli wysko­czył kró­lik. Ruszy­łam w stronę kilku osób na polance.

– No w końcu, w sumie uwi­nę­łaś się bar­dzo szybko z tym wszyst­kim. – Annie stała oparta o drzewo. Nie zaszczy­ca­jąc mnie nawet spoj­rze­niem
.
– Heh no wiesz jak chcę to, potra­fię być eks­pre­sowa. – Uśmiech­nę­łam się trium­fal­nie.

– Moje dro­gie dzi­siaj poćwi­czymy pano­wa­nie nad Waszą prze­mianą w formę tytana.
–Usta­wi­ły­śmy się w rzę­dzie. –Ali­sia naj­pierw Ty.

Dziew­czyna odbie­gła kawa­łek wbiła paznok­cie w dłoń, prze­mie­nia­jąc się w tytana. Przy­brała pełną formę w nie­spełna minutę. Zado­wo­lona z sie­bie zatrzy­mała się parę metrów dalej ze swoim prze­bie­głym uśmiesz­kiem. W takiej postaci miała czarne włosy się­ga­jące do ramion, bladą cerę, gdzie­nie­gdzie wid­niały bli­zny.

– Następ­na… – Blon­dynka ruszyła w stronę sza­tynki, w mgnie­niu oka zamie­niła się w kobietę tytan. Dziew­czyny przy­biły piątkę, przy­szła kolej na mnie. Coś, czego naj­bar­dziej się oba­wia­łam. – Petra?

– Wszystko w porządku dam radę. Uśmiech­nę­łam się, sta­ra­jąc się, aby wyszło jak naj­bar­dziej szcze­rze. Ruszy­łam, wci­ska­jąc maleńki przy­cisk na bran­so­letce.

Poczu­łam jak moje ciało, prze­szywa dreszcz oraz impuls. Pole­ciał dym, w jed­nej chwili wytwo­rzy­łam pełen kor­pus, spo­glą­da­łam na wszystko z góry. Mia­łam nadzieje na spo­kojny prze­bieg. W swo­jej for­mie mia­łam widoczne na rękach mię­śnie zupeł­nie jak Leon­hart, jed­nak reszta ciała była pokryta skórą. Włosy były krót­kie, w moim natu­ral­nym kolo­rze. Zatrzy­ma­łam się parę metrów dalej od dziew­czyn.

– Brawo!!! Dałaś radę nie dać się ponieść emo­cjom!! – Upa­dłam na kolana, następ­nie na bok. Oczy same się zamknęły nic, nie sły­sza­łam.

~***~

Obu­dzi­łam się, gdy słońce chy­liło się ku zacho­dowi, w chwili, gdy chcia­łam wstać, usły­sza­łam dzwon. Zer­wa­łam się na równe nogi, momen­tal­nie tego żału­jąc, zakrę­ciło mi się w gło­wie.

Gdy sytu­acja tro­chę się uspo­ko­iła, wybie­głam z pokoju, domu. Wszy­scy ludzie popło­chu bie­gli w kie­runku schro­nów. Garstka osób nale­żą­cych do kor­pusów i ludzi tyta­nów zajęła swoje miej­sca. Dołą­czy­łam do dziew­czyn.

– Dziew­czyny, o co cho­dzi?

– Odmieńcy, dwóch nadcho­dzi od wschodu jeden od połu­dnia. Każdy, kto​ jest zdolny do obrony, został wezwany​. – odpowie­działa chłodno, opano­wa­nie.

Kolejna osoba prze­mie­niła się i zajęła miej­sce przy słu­pie. Gdy wszyst­kie miej­sca zostały zajęte. Tytani zła­pali się za dło­nie, Mara­ta­ni była wśród nich, każdy z nich powta­rzał do czasu utwo­rze­nia kopuły słowa dzie­dzic­twa zało­ży­cielki naszej osady. Dzięki niej żaden z nich nie miał prawa prze­bić się do środka.
Gdy było po wszyst­kich wiel­kie ciała, zaczęły się roz­pa­dać. Ludziom uwię­zio­nym w nich nic się nie stało. Mat­ka­ Alisi pode­szła do nas.

– To już czwarty raz w tym mie­siącu. – Była zmar­twiona. – Jak się czu­jesz?

– Cał­kiem dobrze, z tego, co nie tylko ja zauwa­ży­łam coraz, czę­ściej jeste­śmy ata­ko­wani.

– To prawda, dla­tego razem ze star­szymi wio­ski zde­cy­do­wa­li­śmy nawią­zać współpracę, z oddziałem spe­cjal­nym zwia­dow­ców. – Wyba­łu­szy­łam oczy, czy to ozna­czało powrót za mur?
– Jestem jedną z osób, które mają za zada­nie być przed­sta­wi­cie­lem. Mia­łam nadzieję, że poje­dzie­cie ze mną, mogę na Was liczyć?

Dziew­czyny kiw­nęły głową, ja nato­miast mia­łam wąt­pli­wo­ści. Jed­nak ponowne spo­tka­nie z nim wyda­wało się bar­dzo kuszącą. W końcu jed­nak także się zgo­dzi­łam.

– Świet­nie wie­działam, że mogę na Was liczyć. Spo­tkajmy się równo o 6.00 pod główną bramą. A teraz wyśpij­cie się dobrze.

Roze­szły­śmy się każda w swoją stronę. Przez pół nocy nie mogłam zasnąć. Udało mi się to dopiero około 1.00, ale i tak był to niespo­kojny sen. Mia­łam dziwne prze­czu­cia, że wkrótce poża­łuję swo­jej decy­zji o powro­cie.
~***~
Hej, hej witam wszystkich którzy doczytali do końca. 
Bardzo mi miło, że ktoś czyta.Więc proszę komentujcie, pokazujecie gdzie popełniłam 
błąd to bardzo ułatwi mi pracę nad kolejnymi rozdziałami.
Tak wiec jeszcze raz dziękuję i do usłyszenia.  

2 komentarze:

  1. Wyjdę na okropną osobę (kto wie, może właśnie taka jestem? xD). Ale to, co dojrzałam:

    "(...) odprawę. – przewróciłam (...)" Przewróciłam z dużej litery ;p
    W tym samym akapicie i też z dużej wyraz pościel.
    Kolejny akapit. Słowa, które powinnaś zapisać z dużej litery: otarłam i dziewczyna.
    "- Heh no wiesz jak chcę to potrafię być ekspresowa. – uśmiechnęłam się triumfalnie." Uśmiechnęłam z dużej ;)
    I później (przy dialogach), także z dużej: blondynka, znowu uśmiechnęłam i przed tym znaczniek ~***~ upadłam z dużej.
    "- Odmieńcy, dwóch nadchodzi od wschodu jeden od południa. Każdy kto jest zdolny do obrony został wezwany. – Odpowiedziała chłodno, opanowanie." -> popraw to w taki sposób (...)wezwany – odpowiedziała(...)
    Wybauszyła (z dużej) oczy.
    I więcej nie znalazłam.
    Ogólnie ciekawie się dzieje. Petra mnie zaskoczyła xD Fajny pomysł z tym, że ona jednak żyje. Nawet się ucieszyłam, bo ją w jakiś sposób lubiłam xD

    Pozdrawiam ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję bardzo za wyłapanki :) Wszystko co napisałaś poprawiłam.
    Mam nadzieję, że rozdziała się podobał po za tymi błędami oczywiście XD No mi jakoś ta śmierć Petry od początku nie pasowała więc postanowiłam to zmienić. Jest specyficzną postacią jednak da się ją polubić jeśli komuś taka osobowość pasuje. No dziwi mnie jednak trochę, że nic a nic nie wspomniałaś o jej przemianie. Ale cóż jak kto woli;)
    Pozdrawiam serdecznie, buziam :* <3

    OdpowiedzUsuń