Letni poranek, właśnie w taki dzień jak dzisiaj nieświadoma niczego wyruszyłam wraz z resztą pod dowództwem Erwina Smitha na 57 wyprawę poza mur. Na której to wszyscy byli i są przekonani, że niechybnie straciłam życie przez kobietę tytan. Są w błędzie, JA ŻYJĘ…
– Petra wstawaj, spóźnisz się na śniadanie i odprawę. – Przewróciłam się na drugi bok, nie chciałam się ruszać. Nakryłam się kołdrą po sam czubek głowy, jednak nie na długo. –
Ostatni raz powtarzam… – Pościel została ze mnie zerwana w trybie natychmiastowym dokładnie tak jak ja, zdążyłam się zerwać na równe nogi. Zasalutowałam, dostając po twarzy lodowatą wodą wylaną z metalowego wiadra.
– A to za co było?! – Otarłam twarz, spoglądając spode łba na sprawcę całego zajścia.
– Wiesz, że ze mną nie żartów, a poza tym chciałam zaoszczędzić czasu i pomóc się wykąpać. – Dziewczyna stała, wymachując wiadrem. Była ubrana w typowy strój treningowy. Czarne
obcisłe spodnie, jasnobrązowa lniana koszula z długim rękawem i brązowe długie buty. – Annie nie śpi już od dwóch godzin tak samo, jak ja, zdążyłyśmy przeprowadzić trening.
– No dobra już dobra daj mi piętnaście minut, a przyjdę i zrobię ten powalony trening. – Jej mina mówiła wszystko, nie
ufała mi pewnie, wiedziała, że zaraz po jej wyjściu położę się spać.
– Wyszła, cicho zamykając za sobą drzwi.
Padłam na łóżko, kładąc ramię na czole, wpatrywałam się pusto w sufit.
Mimowolnie przywołam widok jego twarzy, jego oczu. Ciemnych kobaltowych niczym najczarniejsze nocne niebo, mogłam się w nie wpatrywać godzinami. Co nigdy nie było mi dane.
Wszystko było inne, odkąd zostałam tutaj przyniesiona jako „trup”, dowiadywałam się nowych rzeczy o ludziach tytanach takich jak Annie czy Eren. Właśnie ciekawe co teraz robi?
Powoli, niechętnie zwlekłam się z łóżka. Poczłapałam do szafy, wyjmując, z niej typowy zestaw treningowy. Na jednym z wieszaków wisiała moja kurtka oraz płaszcz, znajdowały się na nim od czasu feralnego dnia, którego wolałabym nie pamiętać. Potarłam znaczek na ramieniu, przywoływał tyle wspomnień, tyle wspólnie spędzonych chwil, tyle zmarnowanych okazji zbliżenia się do niego.
Zamknęłam szafę, nałożyłam na siebie ubrania i szybko zeszłam na dół, nikogo nie było.
Zgarnęłam z koszyka stojącego na stole maślaną bułeczkę, włożyłam ją do ust, przy okazji wiążąc włosy. Wyszłam tylnymi drzwiami, kierując się na podwórko i przez furtkę w stronę niewielkiej polany w lesie.
Wychodząc z rzadko zalesionego obszaru, zauważyłam, ruch w krzakach instynktownie sięgnęłam do tylnego schowka na noże. Odetchnęłam z ulgą, kiedy z zarośli wyskoczył królik. Ruszyłam w stronę kilku osób na polance.
– No w końcu, w sumie uwinęłaś się bardzo szybko z tym wszystkim. – Annie stała oparta o drzewo. Nie zaszczycając mnie nawet spojrzeniem
.
– Heh no wiesz jak chcę to, potrafię być ekspresowa. – Uśmiechnęłam się triumfalnie.
– Moje drogie dzisiaj poćwiczymy panowanie nad Waszą przemianą w formę tytana.
–Ustawiłyśmy się w rzędzie. –Alisia najpierw Ty.
Dziewczyna odbiegła kawałek wbiła paznokcie w dłoń, przemieniając się w tytana. Przybrała pełną formę w niespełna minutę. Zadowolona z siebie zatrzymała się parę metrów dalej ze swoim przebiegłym uśmieszkiem. W takiej postaci miała czarne włosy sięgające do ramion, bladą cerę, gdzieniegdzie widniały blizny.
– Następna… – Blondynka ruszyła w stronę szatynki, w mgnieniu oka zamieniła się w kobietę tytan. Dziewczyny przybiły piątkę, przyszła kolej na mnie. Coś, czego najbardziej się obawiałam. – Petra?
– Wszystko w porządku dam radę. Uśmiechnęłam się, starając się, aby wyszło jak najbardziej szczerze. Ruszyłam, wciskając maleńki przycisk na bransoletce.
Poczułam jak moje ciało, przeszywa dreszcz oraz impuls. Poleciał dym, w jednej chwili wytworzyłam pełen korpus, spoglądałam na wszystko z góry. Miałam nadzieje na spokojny przebieg. W swojej formie miałam widoczne na rękach mięśnie zupełnie jak Leonhart, jednak reszta ciała była pokryta skórą. Włosy były krótkie, w moim naturalnym kolorze. Zatrzymałam się parę metrów dalej od dziewczyn.
– Brawo!!! Dałaś radę nie dać się ponieść emocjom!! – Upadłam na kolana, następnie na bok. Oczy same się zamknęły nic, nie słyszałam.
~***~
Obudziłam się, gdy słońce chyliło się ku zachodowi, w chwili, gdy chciałam wstać, usłyszałam dzwon. Zerwałam się na równe nogi, momentalnie tego żałując, zakręciło mi się w głowie.
Gdy sytuacja trochę się uspokoiła, wybiegłam z pokoju, domu. Wszyscy ludzie popłochu biegli w kierunku schronów. Garstka osób należących do korpusów i ludzi tytanów zajęła swoje miejsca. Dołączyłam do dziewczyn.
– Dziewczyny, o co chodzi?
– Odmieńcy, dwóch nadchodzi od wschodu jeden od południa. Każdy, kto jest zdolny do obrony, został wezwany. – odpowiedziała chłodno, opanowanie.
Kolejna osoba przemieniła się i zajęła miejsce przy słupie. Gdy wszystkie miejsca zostały zajęte. Tytani złapali się za dłonie, Maratani była wśród nich, każdy z nich powtarzał do czasu utworzenia kopuły słowa dziedzictwa założycielki naszej osady. Dzięki niej żaden z nich nie miał prawa przebić się do środka.
Gdy było po wszystkich wielkie ciała, zaczęły się rozpadać. Ludziom uwięzionym w nich nic się nie stało. Matka Alisi podeszła do nas.
– To już czwarty raz w tym miesiącu. – Była zmartwiona. – Jak się czujesz?
– Całkiem dobrze, z tego, co nie tylko ja zauważyłam coraz, częściej jesteśmy atakowani.
– To prawda, dlatego razem ze starszymi wioski zdecydowaliśmy nawiązać współpracę, z oddziałem specjalnym zwiadowców. – Wybałuszyłam oczy, czy to oznaczało powrót za mur?
– Jestem jedną z osób, które mają za zadanie być przedstawicielem. Miałam nadzieję, że pojedziecie ze mną, mogę na Was liczyć?
Dziewczyny kiwnęły głową, ja natomiast miałam wątpliwości. Jednak ponowne spotkanie z nim wydawało się bardzo kuszącą. W końcu jednak także się zgodziłam.
– Świetnie wiedziałam, że mogę na Was liczyć. Spotkajmy się równo o 6.00 pod główną bramą. A teraz wyśpijcie się dobrze.
Rozeszłyśmy się każda w swoją stronę. Przez pół nocy nie mogłam zasnąć. Udało mi się to dopiero około 1.00, ale i tak był to niespokojny sen. Miałam dziwne przeczucia, że wkrótce pożałuję swojej decyzji o powrocie.
~***~
Hej, hej witam wszystkich którzy doczytali do końca.
Bardzo mi miło, że ktoś czyta.Więc proszę komentujcie, pokazujecie gdzie popełniłam
błąd to bardzo ułatwi mi pracę nad kolejnymi rozdziałami.
Tak wiec jeszcze raz dziękuję i do usłyszenia.
